Drzewo, główny obraz artykułu. Źródło: Raport Startupy Pozytywnego Wpływu 2023
Ten tekst mogłabym zacząć od Drogi pamiętniku, bo tyle tu własnych przeżyć, spostrzeżeń z życia kolegów i koleżanek z młodymi biznesami. Doświadczeń kogoś, kto przez ostatnie niemal 3 lata, rozwijając Who Will Save The Planet, poruszał się pomiędzy dwoma światami: korporacjami mniej lub bardziej flirtującymi ze zrównoważonym rozwojem i startupami pozytywnego wpływu. Doświadczeń kogoś z sukcesami na koncie, ogromnym zapałem, ale też nieraz pojawiającą się frustracją.
Własny biznes to zdecydowanie najlepszy czas, jaki miałam w trakcie kariery zawodowej. Czas rozwinięcia skrzydeł i dużego oddechu po kilkunastu latach pracy na etacie. Polecam wszystkim zmęczonym dużymi organizacjami i ich procesami decyzyjnymi rozciągającymi się w nieskończoność. Stworzenie firmy, która realizuje wyłącznie projekty wpisujące się w zrównoważony rozwój daje poczucie sprawczości, rekompensujące inne wyzwania własnej firmy. Ale własny impaktowy startup to też dużo kalkulacji i ważenia między dobrostanem własnym a świata. Współpraca z inspirującymi ludźmi, zmotywowanymi, aby przestawiać swoje organizacje na bardziej zrównoważone tory, ale też ocieranie się o business as usual, tyle że umalowany w kolory 17 Celów.
W tym tekście zebrałam kilka przemyśleń, które towarzyszą mi na tyle długo, by już nie trzymać ich wyłącznie dla siebie. Puszczam w świat licząc, że trafią do właściwych osób i uruchomią im myślenie. Chciałabym napisać Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest wyłącznie przypadkowe, ale wówczas bym skłamała. 🙂
Presja skalowalności i ciągłego rozwoju
Motywacja do stworzenia własnego impaktowego startupu może być różna. Czasem wychodzi to przy okazji, bo sprytniejszy właściciel połączył kropki i uznał, że jego biznes pod pozytywny wpływ da się podciągnąć. Dopisany mit założycielski z impaktem na pewno podnosi szansę na sukces. Na zdrowie!
Mnie jednak najbliższa jest ta motywacja związana z chęcią autentycznej zmiany świata na lepsze. Who Will Save The Plant rodziło się ze strachu przed zmianami klimatu i światem, który zastaną moje dzieci. Całe szczęście, że mam talent przekuwania strachu w działanie.
Dziś Who Will Save The Planet generuje stabilne, satysfakcjonujące zyski, realizuje wartościowe projekty, ale nie ma zamiaru rosnąć. Koncept butikowej firmy doradczej z obszaru ESG jest dla mnie wystarczająco dobry i nie widzę potrzeby, aby rozwijać go w kierunku np. sieciowej firmy doradczej czy zwiększać obrót o kolejne zera. Ta świadomie ograniczona skala działania to gwarancja pozostania w bliskiej relacji z produktem, dbanie o jakość i trzymanie się wartości, na których stoi WWSTP. A może w pierwszej kolejności przejaw troski o własny dobrostan psychiczny.
Jednocześnie cały czas spotykam się z presją skalowania i rozwoju, pomnażania zysku, budowania modelu wzrostu opartego na więcej kasy. To dość męcząca perspektywa, bo okazuje się, że nawet w świecie impaktowych startupów potencjał rozwoju postrzegany jest nie przez pryzmat wartości, jaką działalność może przynieść dla interesariuszy, w tym środowiska, ale w pierwszej kolejności kasy, którą dzięki niemu uda się zarobić.
Tu mała dygresja. Nie ma znaczenia, że od kilku dekad krytykowane jest PKB jako sposób mierzenia kondycji gospodarki i dobrobytu społecznego. Miernik oparty na pieniądzach pomija nadchodzącą katastrofę klimatyczną, jakość powietrza, więzi społecznych, opieki medycznej, edukacji czy dobrostanu psychicznego mieszkańców danego kraju. I z tego powodu coraz popularniejsze, choć niewystarczająco, stają się alternatywne wskaźniki. Mowa np. o Human Development Index, Better Life Index, Gross National Happiness, czy polski Indeks Odpowiedzialnego Rozwoju.
Jednak mimo swoich wad, PKB nadal jest najpopularniejszym wskaźnikiem. Jesteśmy zakładnikiem wzrostu opartego na PKB, czyli wzrostu mierzonego konsumpcją. Tak jak politycy ulegają presji społeczeństwa, którą poniekąd sami tworzą, aby utrzymywać wzrost PKB, tak twórcy startupów pozytywnego wpływu są pod presją inwestorów, którzy, upraszczając, przede wszystkim kalkulują swoje wsparcie bazując na potencjale skalowalności i zwrotu z inwestycji mierzonej kasą.
Dla jasności, nie dziwi mnie, że ktoś wykładając pieniądze, liczy na solidny zarobek – taki mamy dominujący model ekonomiczny. Co więcej, cieszy mnie to, że stopniowo coraz większy strumień pieniędzy będzie przekierowywany na startupy pozytywnego wpływu, chociażby ze względu na pojawiające się regulacje prawne. Mam natomiast wątpliwości, jak to standardowe podejście wpłynie na pierwotne motywacje twórców impaktowych startupów. Jak w miarę presji rozwoju rozumianego jako wzrost generowanego zysku będą zmieniały się wartości budujące trzon podmiotu. Czy startupy pozytywnego wpływu, jako te organizacje, które mają łamać stare schematy i wspierać transformację gospodarki ku zrównoważonemu modelowi, nie powinny być oceniane w pierwszej kolejności przez pryzmat pozafinansowej wartości, jaką ze sobą niosą? Szczególnie podczas konkursów grantowych organizowanych przez wielkie instytucje, które w cel wydarzenia wpisują wspieranie Celów Zrównoważonego Rozwoju. Na przykład zrównoważonej konsumpcji.
Konkursy grantowe, w których marketing liczy się bardziej od impaktu
Prawdopodobnie ze względu na moje długie lata w agencji PR, opinię o konkursach i rankingach, co do zasady, mam złą. Oczywiście są wyjątki, ale duża część wydarzeń skupionych wokół przyznawania nagród firmom wiąże się z opłatą uiszczoną w bardziej lub mniej przejrzysty sposób. Czasem bywa też inaczej, na przykład w wypadku konkursów grantowych dla startupów organizowanych przez duże instytucje działające komercyjnie. Tutaj opłata liczona jest często w efekcie marketingowym, jaki organizatorom może przynieść startup odbierający nagrodę. W końcu, gdy instytucja przeznacza konkretne środki na granty, co tam, że pod parasolem działań wpisujących się w ESG i wspierania zrównoważonego rozwoju, musi mieć to też uzasadnienie biznesowe.
Rozumiem ten stan rzeczy, ale chciałabym, aby było to transparentne. Niestety, mam wrażenie, że sami sponsorzy wielu konkursów grantowych dla startupów pozytywnego wpływu nie dojrzeli do tego, aby przyznać przed samymi sobą, że te działania są przede wszystkim efektem realizacji ich strategii marketingowej, a nie głębokiej świadomości wśród osób zarządzających dotyczącej katastrof ekologicznych powodowanych nadkonsumpcją i marnotrawstwem. Gdyby było inaczej, na gali wręczenia nagród nie byłoby plastikowego konfetti i osób w jury, które podczas publicznej sesji pytań do finalistów wyrażają zdegustowanie pomysłem jednego ze startupów, który swój model biznesowy oparł na zawracaniu do obiegu używanych materiałów budowlanych i elementów wyposażenia wnętrz, bo kto by chciał mieć używane meble w domu? (sic!).
Związek korporacji i startupów pozytywnego wpływu — it’s complicated
Co by nie mówić o korporacjach, mają one potężną rolę do odegrania i bez ich wsparcia wiele impaktowych startupów nie mogłoby ruszyć z miejsca. Ja sama budując Who Will Save The Planet, bez zleceń i zaufania większych graczy, nie mogłabym być tu, gdzie jestem teraz. I za to zaufanie jestem ogromnie wdzięczna. Natomiast mam wrażenie, że to wsparcie startupów przez korporacje ma miejsce przede wszystkim wtedy, gdy ryzyko z nim związane jest minimalne lub go nie ma. Co zrobić, każdy dba o swoje interesy.
Jednak obserwując i rozmawiając z twórcami i twórczyniami impaktowych startupów, wielokrotnie spotkałam się z opinią, że zamiast możliwości udziału w startupowym konkursie piękności i potencjalnego grantu na horyzoncie, woleliby prawdziwe zlecenie od korporacji.
Niestety, one się nie pojawiają, a wraz z odmową idzie przekaz przetestujcie to z kimś, jeśli zadziała, jesteśmy z Wami. I tak startup będzie krążył od drzwi do drzwi spotykając się z odmową, chociaż przykrytą zapewnieniami współpracy w przyszłości.
Może być też tak, że impaktowy startup będzie dostawał kolejne i kolejne nagrody, żywił się tak uzyskanymi funduszami, ale zamiast spożytkować energię na rozwój core biznesu, traci zasoby na kolejne zawody o uwagę jury konkursów. Żyje od grantu do grantu. I póki nie pracuje nad kosztowną technologią, bardziej mu trzeba prawdziwego zlecenia, możliwości udziału w programie pilotażowym niż kilkudziesięciu tysięcy złotych. Całe szczęście coraz więcej na rynku takich form wsparcia.
Warto tu zwrócić uwagę na panujący globalnie kryzys zaufania. Jak pokazuje Edelman Trust Barometer 2023, już trzeci rok z rzędu biznes jest postrzegany jako jedyna kompetentna i działająca etycznie instytucja. Nie oznacza to jednak, że biznes może spocząć na laurach; mimo kredytu zaufania społeczeństwo oczekuje, że biznes będzie teraz jeszcze bardziej angażował się w globalne wyzwania, walkę z nierównościami społecznymi i zmianami klimatycznymi, czy umożliwianie dostępu do opieki zdrowotnej. To angażowanie się może oznaczać większą współpracę z impaktowymi startupami. Nawet jeśli wygodniej byłoby sięgnąć po bezpieczną usługę czy produkt innej wielkiej organizacji, z którą chce konkurować startup.
To akurat sytuacja znana mi z autopsji, gdy od kolegi usłyszałam wzięlibyśmy was, ale potrzebujemy tu dużego brandu, żeby mieć dupokrytkę. Nie obrażam się na rzeczywistość, ale nazywam takie rzeczy po imieniu.
CSRD — game changer dla impaktowych startupów?
Wiemy, że potrzebujemy systemowych zmian i przemyślenia na nowo dominującego modelu ekonomicznego. Wdrażanych jest wiele regulacji prawnych wspierających realizację Agendy 2030, które mają za zadanie zmianę naszego świata na bardziej zrównoważony. Niestety, transformacja całego systemu jest czasochłonna, a sytuacja wymaga zmiany tu i teraz. Przestawienie na zrównoważone tory dużych organizacji to proces wymagający przejścia przez mękę. Wywrócenie do góry nogami status quo, któremu zawdzięczają swój rozmiar. Taka metamorfoza musi być trudna do przeprowadzenia z wielu powodów.
W tym kontekście wartość, jaką startupy pozytywnego wpływu mają do zaoferowania dużemu biznesowi i gospodarce, w ogóle jest nieoceniona.
Uwzględniając silny trend ESG, wszystko wskazuje na to, że nastały idealne czasy dla impaktowych startupów. Zwinne organizacje, które napędzane są chęcią zmiany świata na lepsze, mogą być ważnym partnerem dla korporacji w realizacji wielu projektów. Co prawda, dyrektywa CSRD w większości przypadków nie będzie bezpośrednio dotyczyła startupów. Jednak te, które skutecznie raportują swoje wyniki ESG i potrafią udowodnić pozytywny wpływ, mogą przyciągnąć większe inwestycje i zainteresowanie rynku.
Na zakończenie wracam do pytania, które postawiłam w tytule tekstu — Czy sukces impaktowego startupu można mierzyć inaczej niż zyskiem? Mierzenie sukcesu impaktowego startupu musi być bardziej kompleksowe niż tradycyjne metryki finansowe. Oczywiście, zysk jest ważnym wskaźnikiem, ponieważ umożliwia firmie kontynuowanie swojej działalności i skalowanie wpływu.
Jednak szczególnie podczas konkursów grantowych musimy kłaść równy nacisk na inne aspekty, które odzwierciedlają pozytywne zmiany społeczne i środowiskowe generowane przez startup. Ale, aby to ocenić, musimy zadbać o mindset jury. Transformacja systemowa zaczyna się w głowach osób zarządzających korporacjami. Czuję, że największa praca to praca nad świadomością osób zarządzających podmiotami. Inaczej zmiana będzie miała jedynie powierzchowny charakter, pozostanie na poziomie zmiany wizerunkowej. A przecież nie o to chodzi.
ŹRÓDŁA
- Raport Startupy Pozytywnego Wpływu 2023
