Natalia Franczak i produkty Mother of Gut — kolagenowe rosoły gotowane na kościach, pakowane w szkle, bez sztucznych konserwantów. Źródło: Startupy Pozytywnego Wpływu. Ekosystem Zmiany. Raport 2025, Kozminski Business Hub
Mother of Gut to startup produkujący kolagenowe rosoły długo gotowane na kościach i ościach, bez dodatków sztucznych konserwantów czy barwników. Rozmowę przeprowadza: Magdalena Feliniak.
Moment, kiedy zdecydowałyście się założyć startup. Pamiętacie go?
Natalia: Pomysł na startup nie pojawił się od razu. Był wynikiem długiego procesu dochodzenia do tego, co chcemy robić razem. Naszą startupową opowieść można rozpocząć w różnych momentach, ale tak naprawdę wszystko zaczęło się od naszego poznania się. Poczułyśmy wtedy silną energię do współdziałania.
Julia: Tak, dokładnie – ten pomysł nie był na wyciągnięcie ręki. My go wypracowałyśmy. Kiedy się poznałyśmy, ja prowadziłam dom produkcyjny. W trzy osoby zajmowaliśmy się produkcją contentu reklamowego dla branży spożywczej. Miałam poczucie nie tyle wypalenia zawodowego, bo pracowałam dla siebie, ale takiego bezsensu. Chciałam stworzyć coś innego, co przyniesie realną wartość ludziom. Natalia pracowała w korporacji, w agencji reklamowej i też miała poczucie, że brakuje jej możliwości realizacji własnych pomysłów. Nie mogła w pełni wykorzystać swojego potencjału. Poznanie się było kluczowym momentem, który zapoczątkował naszą wspólną drogę. Obie chciałyśmy swoją energię przekuć na jakąś realną wartość dla ludzi i świata.
Co było w takim razie waszą inspiracją do rozpoczęcia produkcji kolagenowych rosołów?
Julia: Pomysł na produkcję rosołów wywodzi się głównie z mojego doświadczenia choroby autoimmunologicznej w dzieciństwie. Po trudnym i nieprzynoszącym efektów leczeniu metodami konwencjonalnymi, moi rodzice zaczęli szukać alternatyw. Wybraliśmy leczenie metodami naturalnymi, poniekąd inspirowanymi tradycyjną medycyną chińską, głównie skupiając się na tym, co jemy, ale też odpowiednim śnie czy stosowaniu naturalnych kosmetyków. Długo gotowane wywary, kasza jaglana i warzywa były wtedy podstawą naszej diety. Takie doświadczenie z dzieciństwa spowodowało, że dobrze wiem jak trudne jest dochodzenie do zdrowia za pomocą diety, ale też jak jest skuteczne. W dorosłym już życiu zdałam sobie sprawę, że wsparcie ludzi w tym trudnym procesie jest czymś, co chcę robić. Mimo, że w dzieciństwie traktowano nasz styl życia jako dziwactwo – dziś postanowiłam przekuć to w moją siłę.
Natalia: Po części naszą inspiracją była również podróż do Japonii, gdzie doceniłyśmy kunszt związany z produkcją spożywczą. Produkty tam są dopracowane do poziomu małych dzieł sztuki. Byłyśmy tym zachwycone. Japonia pokazała nam, jak ważne jest dbanie o detale i jakość produktów, ale również całe doświadczenie wokół jedzenia. To stało się fundamentem naszej działalności. Po powrocie z Japonii, zdecydowałyśmy się, że czas najwyższy, aby zacząć coś swojego i tak przystąpiłyśmy do działania.
Według waszej strony internetowej powinnam pić 125 ml rosołu kolagenowego dziennie? Dlaczego?
Natalia: Ponieważ w 125 ml naszego rosołu znajduje się taka dawka kolagenu, która jest równa wielu suplementom diety. Regularne picie rosołu pomaga w utrzymaniu zdrowej wyściółki jelit, co jest niezwykle ważne dla dobrego samopoczucia i odporności. Nasze hasło to „Twoje zdrowie zaczyna się w jelitach”, ponieważ to właśnie zdrowe jelita są kluczowe dla ogólnego zdrowia.
Julia: Obok jakości składników trzeba podkreślić fakt, że nasze rosoły są długo gotowane. Długie, czyli 20-godzinne, gotowanie pozwala na rozkładanie składników odżywczych w łatwo przyswajalną formę. Rosół zawiera glicynę, hydroksyprolinę i inne aminokwasy, czyli składowe kolagenu, które wspierają zdrowie jelit. My pijemy rosół codziennie rano na pusty żołądek, ponieważ wiemy, że działa jak kompres dla naszych brzuchów. Kolagen wspiera regenerację tkanek, a aminokwasy pomagają w trawieniu i wchłanianiu składników odżywczych. Trzymanie takiego rosołu w lodówce jest ogromnym ułatwieniem w codziennym dbaniu o zdrowie. Rekomendujemy zacząć dzień od szklanki ciepłego rosołu.
Mother of Gut to nie tylko wy. Jakimi jesteście szefowymi?
Natalia: Nie lubimy słowa szefowe. Wolimy myśleć o sobie jako o liderkach zespołu, który wspólnie pracuje nad rozwojem Mother of Gut. Każdy z nas ma swoją ekspertyzę i wnosi coś wartościowego do firmy. Nasza siła tkwi w partnerstwie i wzajemnym wsparciu. Każdy z nas ma swoją rolę i odpowiedzialność, ale kluczowe jest dla nas współdziałanie i wspólne podejmowanie decyzji. To podejście pozwala nam na efektywne zarządzanie i rozwój firmy.
Julia: Myślę dokładnie tak samo – jesteśmy zespołem, który pracuje nad realizacją wspólnej wizji. Dokładnie działamy w czwórkę: my dwie, mój tata – Jacek, który wspiera nas od strony receptur i logistyki, ponieważ ma doświadczenie w gastronomii oraz Adrian, który był naszym Angel inwestorem i został z nami również operacyjnie – zajmuje się sprzedażą i relacjami inwestorskimi. Ja skupiam się na komunikacji i marketingu, a Natalia jest świetna w e-commersie i zarządzaniu. Jesteśmy dobrze dobrani kompetencyjnie. Każdy z nas ma ekspertyzę w innej dziedzinie, co jest kluczem do naszego sukcesu i myślę, że generalnie jest kluczem do sukcesu startupu. Nasza czwórka tworzy tak zwany core team, który podejmuje strategiczne decyzje.
Natalia: Oczywiście jest nas więcej! Od początku postawiliśmy na profesjonalny zakład produkcyjny odebrany przez Sanepid. Julia tylko raz ugotowała testową ilość rosołu w domu i już wiedziałyśmy, że tak się nie da funkcjonować. Mimo inwestycji w profesjonalną kuchnię, na początku razem z Jackiem kroiłyśmy warzywa i zarządzałyśmy produkcją. Zdarzały się dni, kiedy rano w ładnych ubraniach szłyśmy na spotkanie z inwestorami, a zaraz po tym przebierałyśmy się w dresy i kroiłyśmy cebulę. Odciski na dłoniach nie są nam obce. Teraz na szczęście mamy wsparcie kilkuosobowego zespołu, który pomaga nam w kuchni i logistyce, często swoją wiedzą przewyższając nasze doświadczenie! Nie boimy się mądrzejszych od nas – czerpiemy z ich wiedzy, by wspólnie budować Mother of Gut. Prowadzenie startupu z własną produkcją jest dużym wyzwaniem.
Czy korzystałyście z pomocy mentorów podczas rozwijania Mother of Gut? Jakie były wasze doświadczenia i jakie rady mogłybyście dać innym startupom?
Julia: Nie korzystałyśmy nigdy z formalnego mentoringu, ale zdecydowanie czerpałyśmy wiedzę z zakresu prowadzenia startupu z różnych źródeł. Żyjemy w czasach, które mają wiele minusów, ale jednym z olbrzymich plusów jest fakt, że wiedza jest teraz dostępna. Istnieje wiele podcastów, książek i ludzi, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami. Na pewno słuchanie case studies z innych firm pomogło nam podejmować własne decyzje biznesowe. Dla przykładu, z jednego z podcastów zaczerpnęłyśmy pomysł na stworzenie tzw. waiting listy jeszcze przed stworzeniem produktu. Kiedy na dwa miesiące przed pierwszą produkcją na liście mieliśmy dużą grupę zainteresowanych naszym produktem osób, pomyślałyśmy „jest ok, możemy ruszać”. To zmniejszyło nasz stres związany z wprowadzeniem produktu na rynek.
Natalia: Obecnie jesteśmy w trakcie Akademii Pozytywnego Wpływu organizowanej przez DANONE i Akademię Leona Koźmińskiego. Bycie wśród ludzi, dla których zysk nie jest najważniejszym celem, tylko stworzenie produktu, który realnie zmieni świat czy poprawi życie nas wszystkich, jest niezwykle inspirujące. To daje mi dodatkowe wsparcie do dalszego rozwoju naszego startupu. Wystartowaliśmy ze sprzedażą nieco ponad pół roku temu. Jeszcze wiele procesów tworzymy w tak zwanym międzyczasie. Ze spotkań w trakcie Akademii wyciągam naprawdę wiele niuansów, a czasem strategicznych pomysłów, nad którymi później dyskutujemy i je wdrażamy lub nie. Akademia przygotowuje nas również do certyfikacji B Corp, o której myślimy już od dawna. Myślę jednak, że kluczowe dla rozwoju firmy było nasze doświadczenie życiowe i zawodowe – obie współpracowałyśmy z branżą spożywczą i spędziłyśmy sporo czasu rozwijając się w obszarze szeroko rozumianego zdrowia.
Na swoim koncie na Instagramie wrzuciłyście niedawno rolkę, w której odliczacie 30 dni do zamknięcia biznesu. To reakcja na komentarz, który zostawił wam jeden z waszych „fanów”. Nie udało się, ciągle funkcjonujecie. Dlaczego?
Natalia: [śmiech] Faktycznie nagrałyśmy taki materiał. To była przewrotna odpowiedź do jednego z użytkowników, który dał nam maksymalnie 6 miesięcy na rynku. Z takich komentarzy należy się przede wszystkim śmiać. Swoją drogą, fascynuje nas, dlaczego ludzie piszą w Internecie takie rzeczy, nie wiedząc nic o danej firmie czy ludziach, którzy za nią stoją, a właśnie kluczowy dla naszego działania był i jest zespół, który stworzyłyśmy. Obok zespołu, ważne jest budowanie biznesu na modelu zrównoważonego rozwoju oraz skuteczna komunikacja i marketing. Wierzę, że kombinacja tych trzech elementów sprawiła, że jesteśmy na rynku i rozwijamy Mother of Gut.
Jakie są wasze doświadczenia z pozyskiwaniem finansowania i jakie rady mogłybyście dać innym startupom w tej kwestii?
Julia: Przede wszystkim zacząć mówić o tym, że chce się coś zrobić – wszędzie i wszystkim. Nasze pierwsze fundusze pochodziły głównie z prywatnych środków oraz wsparcia od rodziny i przyjaciół, w tym od Adriana – naszego Angel inwestora, który jest mężem koleżanki Julii. Dzięki temu udało nam się otworzyć zakład produkcyjny. Z tych środków stworzyłyśmy również sklep internetowy i identyfikację wizualną, a następnie… środki się skończyły. Tak naprawdę już po 4 tygodniach produkcji jasne stało się, że potrzebujemy finansowania, żeby przeskalować biznes – zakupić większy sprzęt i dostosować infrastrukturę produkcyjną. Na pewno słuchanie case studies z innych firm pomogło nam podejmować własne decyzje biznesowe. Dla przykładu, z jednego z podcastów zaczerpnęłyśmy pomysł na stworzenie tzw. waiting listy jeszcze przed stworzeniem produktu. Kiedy na dwa miesiące przed pierwszą produkcją na liście mieliśmy dużą grupę zainteresowanych naszym produktem osób, pomyślałyśmy „jest ok, możemy ruszać”. To zmniejszyło nasz stres związany z wprowadzeniem produktu na rynek.
Natalia: Przygotowanie do pierwszej rundy inwestycyjnej wymagało od nas stworzenia solidnego decku inwestorskiego i dokładnej wyceny spółki. Na przygotowanie, ktoś mógłby powiedzieć zwykłej prezentacji, czyli tego decku inwestorskiego, poświęciłyśmy naprawdę dużo czasu! Przyznam, że ten proces bardzo poukładał nam funkcjonowanie startupu, a przede wszystkim wyłoniła się z niego jasna wizja naszego funkcjonowania.
Julia: Technicznie wyglądało to tak, że mając wycenę spółki i kilka różnych dokumentów, w odpowiedzi na gratulacje od znajomych i rodziny z okazji założenia sturtupu, wysyłałyśmy podziękowanie i do kilku osób zaproszenie do inwestowania. Tak zakończyliśmy z sukcesem rundę inwestycyjną friends&family.
Natalia: Nasze doświadczenie w obszarze inwestycji prywatnych pokazuje, że inwestorzy inwestują w co-founderów, więc ważne jest, aby pokazać swoją wizję i zaangażowanie oraz gotowość do ciężkiej pracy.
Wasz produkt skierowany jest do świadomego konsumenta, który chce dbać o swoje zdrowie. Jak docieracie do klientów zainteresowanych zdrowym odżywianiem i jakie kanały marketingowe są dla was najskuteczniejsze?
Natalia: Korzystamy głównie z mediów społecznościowych, takich jak Instagram, aby dotrzeć do naszych konsumentów. Nasz profil to główny kanał komunikacji, w którym budujemy społeczność wokół zdrowego odżywiania.
Julia: Cenimy sobie również współpracę z Ambasadorami, którzy na swoich profilach w mediach społecznościowych dzielą się podobnymi treściami. Zdecydowanie polecamy tę formę promocji produktów, oczywiście przy dobrze dobranych influencerach. Do komunikacji z konsumentami używamy również mailingu. Informujemy o nowościach oraz korzyściach zdrowotnych naszych produktów budując lojalną bazę klientów. Nasze rosoły można kupić w modelu subskrypcji.
Jesteście na liście Startupów Pozytywnego Wpływu, to zobowiązuje. Jak wartości i misja, które przyświecają Mother of Gut wpływają na Wasze decyzje biznesowe?
Natalia: Nasze wartości i misja są podstawą dla działania Mother of Gut. Mają nie tyle kluczowy wpływ na podejmowane decyzje, co stanowią azymut naszych działań. Nasz biznes polega na wsparciu, poprzez produkty i edukację konsumentów, zdrowego odżywiania – z naciskiem na zdrowie jelit.
Julia: Dla nas ważne są również składniki. Stawiamy na najwyższą jakość oraz etyczne i zrównoważone pozyskanie. Nie używamy plastikowych opakowań. Nasze rosoły są pakowane w szkle, a cała infrastruktura produkcyjna to stal nierdzewna.
Natalia: Jesteśmy pewni tego jak działamy, dlatego przystępujemy do certyfikacji B Corp, żeby nasz zrównoważony model biznesowy został potwierdzony przez niezależnych, zewnętrznych audytorów.
Na swojej stronie internetowej macie playlistę do gotowania. Jaka piosenka najlepiej opisuje wasz startup i dlaczego?
Natalia: Dla mnie zdecydowanie to piosenka „The time is now” zespołu Moloko. Jej przesłanie, czyli czas jest teraz, idealnie oddaje filozofię funkcjonowania MOG. Oczywiście mamy strategiczne plany, ale działamy tutaj i teraz, celebrujemy małe sukcesy i doceniamy to, co się dzieje.
Julia: Ja stawiam na „I’m still standing” Eltona Johna. Za każdym razem, kiedy jej słucham czuję wzruszenie i dumę z tego, co udało nam się do tej pory osiągnąć, mimo wszystkich trudności, które stają na naszej drodze.
Rozpoczęliśmy od dnia, w którym podjęłyście decyzję o założeniu startupu. Zróbmy klamrę. Jaką radę dacie sobie, z perspektywy czasu, z tym doświadczeniem jakie teraz macie, właśnie tego pierwszego dnia?
Natalia: Powiedziałabym „zaufaj sobie & keep going”. Z jednej strony nasz biznes jest oparty na liczbach, co pomaga podejmować decyzje finansowe i operacyjne. Z drugiej jednak strony wierzę, że kluczowe jest nasze zaufanie do własnych przemyśleń i intuicji.
Julia: „Nie bój się”. Jestem bardzo dumna z tego, jak obecnie wygląda Mother of Gut. Cieszę się, że zdecydowałyśmy się na ten krok i że zrobiłyśmy to po swojemu.
Rozmowa odbyła się w 2025.
Źródła
1. Startupy Pozytywnego Wpływu. Ekosystem Zmiany. Raport 2025, Kozminski Business Hub
