Fot. Millek. Źródło: Startupy Pozytywnego Wpływu. Ekosystem Zmiany. Raport 2025, Kozminski Business Hub
Millek to startup, który w swojej Zielonej Mleczarni w Nowym Dworze Gdańskim odtwarza przepisy i tradycyjne techniki serowarskie oparte wyłącznie o rośliny, nasiona i orzechy, produkując autentyczny zamiennik sera, który kontynuuje bogatą historię i tradycję regionu.
Razem z Dmytrem Bilokonem pracuje nad stworzeniem modelu żywnościowego opartego na fermentacji, relacji z ziemią i lokalności, odtwarzając tradycyjne serowarskie metody Żuław w nowoczesnym wydaniu.
Produkujecie fermentowane produkty roślinne inspirowane tradycyjnymi metodami serowarskimi z Żuław. Skąd pomysł na taki biznes?
Pomysł narodził się z tęsknoty — za prawdziwym jedzeniem, za autentycznością, za smakiem, który opowiada historię miejsca i człowieka. Żuławy są pełne opowieści, szczególnie o mleczarniach, które kiedyś były lokalnym centrum życia, o tradycji, cierpliwości i szacunku do jedzenia. Chcieliśmy to odrodzić, ale nie w nostalgicznej wersji. Millek to powrót do przeszłości w nowoczesnym wydaniu– z troską o planetę, zdrowie i hołdem dla tradycji. Nie robimy po prostu serów roślinnych – tworzymy fermentowane, żywe produkty, które mają duszę, miejsce i cel.
„Millek to powrót do przeszłości w nowoczesnym wydaniu – z troską o planetę, zdrowie i hołdem dla tradycji.”
— Dmytro Bilokon i Sylwester KościukCzy decydując się na stworzenie startupu mieliście wsparcie rodziny/bliskich/ osób, które wierzyły w wasz pomysł, czy raczej musieliście „iść pod prąd”?
To była mieszanka — z jednej strony pojawiały się głosy wsparcia, szczególnie od najbliższych, którzy widzieli naszą determinację i zapał. Ale równolegle czuliśmy, że pomysł jest trochę „na przekór” temu, co znane i akceptowane – szczególnie w miejscu, gdzie mleczarstwo ma tak silną tradycję. Mówienie o serach bez mleka w regionie, gdzie krowa to niemal symbol kultury, wymagało odwagi i spokoju. Musieliśmy budować zaufanie i edukować, krok po kroku. To była droga pod wiatr, ale z czasem zaczął on nam sprzyjać.
Co zmieniło się u was w rok po przyznaniu tytułu Startupu Pozytywnego Wpływu?
Tytuł był ważny — bo potwierdził, że można robić biznes inaczej. Nie jak „startup”, który pędzi za liczbami, tylko jak gospodarstwo, które najpierw dba o glebę, a dopiero potem o plony. Przez ten rok dojrzeliśmy, uporządkowaliśmy procesy, przeszliśmy przez trudne decyzje. Ale też lepiej zrozumieliśmy, że nasza rola nie kończy się na produkcie. Jesteśmy też edukatorami, opowiadaczami i budowniczymi nowej kultury jedzenia.
„Nasza rola nie kończy się na produkcie. Jesteśmy też edukatorami, opowiadaczami i budowniczymi nowej kultury jedzenia.”
— Dmytro Bilokon i Sylwester KościukCzy myślicie, że polski konsument jest gotowy na zmianę nawyków i zminimalizowanie konsumpcji lub nawet odejście od tradycyjnego nabiału?
Zmiana już się dzieje — powoli, czasem niezauważalnie, ale nieodwracalnie. Coraz więcej ludzi zadaje pytania: Skąd to jest? Jak powstało? Co oznacza dla mnie, dla planety? Czyli mamy już świadomych konsumentów. My nie mówimy „porzućcie mleko”, tylko: spróbujcie czegoś innego, co ma wartość, smak i sens. I wielu próbuje. To nasza rola: nie krzyczeć, nie moralizować, tylko zapraszać do stołu.
Jak zachęcacie i o czym opowiadacie, gdy chcecie przekonać ludzi do swoich produktów?
Nie przekonujemy – opowiadamy. O precyzyjnej fermentacji, o migdałach, w jaki sposób przetwarzamy, o tym jak dojrzewają. Pokazujemy, że to nie jest „zamiennik”, tylko pełnoprawne jedzenie, które powstało z troską i wiedzą. A potem dajemy spróbować – bo to smak robi największą robotę. Ludzie czują, że to nie jest produkt „dla wegan” – to jedzenie dla każdego, kto szuka czegoś autentycznego.
Jakie macie plany na przyszłość? Jakie marzenia?
Chcielibyśmy żeby Zielona Mleczarnia naprawdę się zazieleniła – żeby powstała mikrofarma z permakulturą, z własną przetwórnią, z przestrzenią dla ludzi, którzy chcą się uczyć fermentacji i tworzenia czegoś wspólnego. Chcemy stworzyć model żywnościowy oparty na relacji – z ziemią, z lokalnością, z człowiekiem a przede wszystkim hołdem dla tradycji. Nie chcemy być korpo-mleczarnią roślinną. Chcemy być lokalną, prawdziwą, smaczną i przyszłościową zieloną mleczarnią.
Jeśli w dniu, w którym założyliście startup moglibyście dać sobie jedną radę, jaka by ona była?
Zamiast „próbuj wszystkim się przypodobać”, powiedzielibyśmy sobie: bądź sobą. Po prostu sobą, naturalnym, autentycznym – bo tylko wtedy przyciągasz właściwych ludzi, partnerów, klientów. I jeszcze jedno: nie przyspieszaj natury. Fermentacja potrzebuje czasu – tak jak rozwój firmy, społeczności i pomysłów.
Jaka piosenka najlepiej opisuje wasz startup i dlaczego?
„Take Me to Church” – Hozier. Bo to nie tylko utwór, to manifest. Jest w nim bunt przeciwko zastanym normom, ale też ogromna emocjonalność, głód autentyczności, prawdy i wolności. Millek powstał właśnie z takiego wewnętrznego wołania — żeby robić rzeczy inaczej, po swojemu, z szacunkiem do życia, ale bez zgody na hipokryzję. Gdy słyszysz tę piosenkę, czujesz, że chodzi o coś więcej – i dokładnie to chcemy przekazywać naszym jedzeniem.
Rozmowa odbyła się w maju 2025 roku.
Źródła
1. Startupy Pozytywnego Wpływu. Ekosystem Zmiany. Raport 2025, Kozminski Business Hub
2. millek.bio
